1 Lipca 2009

Chyba znalazlem nowa milosc :D

Czarna muza dobra (niechze tylko wspomne:  Wynton Marsalis, Charlie Parker czy Kevin Mahogany), auta najlepiej sie prezentuja w czarnym kolorze.... wiec dlaczego by nie zaczac cos z czarna fotografia?

Napisze krotko: CZARNE JEST PIEKNE! :D

 

 

 

3 Lipca 2009

Zawsze kilka pytan sie pojawia... po co to robisz, co Ci daje to, ze pstrykasz foty.... , dlaczego robisz to, co robisz , jaki to ma sens?

bardzo prosta odpowiedz, choc w paru podpunkach:

1) zatrzymujesz czas

2) zminiasz rzeczywistosc na taka jak bys chcial, zeby byla albo na taka, ktora nigdy nie bedzie ... ;)

3) jestes malym BOGIEM w swoim swiecie, w ktorym tak na prawde nie mozesz byc BOGIEM.....

Zainspirowany dzialaniem i szczeroscia dzialania Berta i jego bardzo przemyslanymi i szczerymi projektami (TUTAJ) postanowilem zamiescic pare fot, ktore odzwierciedlaja rzeczywistosc i .... "bycie malym bogiem", ta rzeczywistosc zatrzymuje czas, zmienia realia i w dodatku jestes "malym Bogiem w swoim swiecie" .....

Fota orginalna:

Fota po Lightroomie:

Fota po PS ostateczna ....

 

moze i nie najlepszy przyklad... sa lepiej pojechane przyklady fotek uratowynych... bo warto bylo je uratowac....

jakkolwiek do dzisiaj nie jestem pewny czy oryginal nie jest lepszy od koncowego efektu ;) ;)

Wiec kolejny przyklad:

Oryginal

 

potem pierwsza wizja:

...acz grzeczna, bezpieczna... jakkolwiek cos nie do konca pojechanego bylo ...wiec trzeba bylo pojechac troche w strone inna ;)

 

... wiec cala historia juz jest prosta ;)

Pytanie, czy warto... dla mnie TAK - WARTO... bo zmieniasz rzcyzwistosc, bo jestes "malym bogiem"? ...

...warto :)

 

20 Lipca 2009

Kurde... to znowu minelo 3 tygodnie od ostatniego wpisu... juz nie wiem jak wytlumaczyc niesystematycznosc... moze jej nigdy nie bylo i nie bedzie? bo za duzo sie dzieje i tak na prawde zawsze nie przywiazuje wagi to takich elementarnych rzeczy jak konsekwencja, systematycznosc i takie tam pojecia? Moze to i prawda?

Zawsze jest dobrze, jak sie duzo dzieje, zawsze duzo fotek wtedy i zawsze czas przyspiesza... strasznie lubie jak czas przyspiesza, ale jest jedno ale... jak za szybko sie cos dzieje to sie szybko konczy... a Ty nie nadarzasz za przyspieszeniem.... to nie dobrze....

Wiec nalezy zwolnic i przypomniec sobie jak to bylo :)

Foty zrobione na portfolio Klaudii.

Calosc projektu (nadal bedzie cos nowego tam) TUTAJ

 

 

 

 

 

 

 

23 Lipca 2009

Spokojny, cudowny wczorajszy dzien... budzisz sie rano skoro swit pomiedzy 10 a 14 (albo o jakiejkolwiek porze, w ktorej Ci sie powieki otworza na dobre). Potem tradycyjne sniadanie (czyli to, co upolujesz w lodowce na swojej polce albo na polce Twoich wspolkokatorow) potem kawa + faja, potem chwila refleksji i czas na zabranie sie jakos za ten kolejny dzien, ktory dal ci TEN NAJWYZSZY (bo nie musial ci go dac, po prostu go DAL - bo taki ma PLAN).

Nastepnie konstruktywna praca a w koncu ktos puka do Twoich drzwi :) i mowi, ze jest spontan! Jedziemy na mecz (tzn oni jada ja podwoze) :) Wiec zapuszczasz swoja muze w autku i pomykasz cichutko po kolejnych przecznicach drog walijskich w srodku miasta, ktore sie od 50 lat stolica zwie...

Nagle pisk opon, gluche uderzenie i odglos hamulcow, potem dzwiek gnacej sie karoserii paru aut... czujesz uderzenie i male zagluszenia w sluchanej muzie z radia.... Twoj samochod sie zachwial.... uderzenie musialo byc troche mocne (skoro muza z radia na chwile sie uciszyla).....

Wychodzisz z auta (po paru niecenzurowanych zwrotach w jezyku ojczystym) po czym (naturalnie) sprawdzasz swoje uszkodzenia.... nic... nic, o co bym dbal...wiec trzezwym juz wzrokiem spogladasz dookola, co tak na prawde sie stalo. Kobieta w aucie, ktore Cie wlasnie uderzylo sie nie rusza. Gosc, ktory w nia przed chwila niezle uderzyl, a od ktorego ona sie odbila i uderzyla we mnie, wlasnie spierdziela z miejsca zdarzenia (nie zdajesz sobie z tego sprawy bo za duzo rzeczy sie dzieje na raz (tym bardziej, ze cos cie wyrzucilo z normalnego toku podrozy samochodem)... Spogladasz na kobiete w aucie tuz pod twoim zderzakiem, .... rusza sie.. probuje z auta wyjsc... wychodzi - jest dobrze.

Potem pare swiadkow (zadziwiajace, ze Tutejsi SWIADKOWIE nie uciekaja, nawet odwrotnie, zatrzymuja sie, nie dbaja o to, ze wlasnie sie spoznia na mecz tak wazny dla nich bo akurat bilet maja zakupiony...) ktorzy biegna gonic goscia w aucie, ktoremu wlasnie sie kozacka dusza otworzyla (albo bral dragi albo alk).

Potem chwila otrzezwienia, nikomu nic sie nie stalo...

Potem chwila zadumy....

i wnioski: chcesz dluzej zyc? nie dbaj o ceny benzyny albo ubezpiecznia... po prostu rzuc faje i (albo?) ujezdzaj wieksza fure niz gabarytowo dozwolona w rachunku ekonomicznym.... Niby to mialo sens w kazdym amerykanskim filmie... dla mnie to ma sens nadal, poki takie sytuacje sie zdarzaja.

Pare fot zrobionych juz po wszystkim. Nie wyglada to zle. Pewnie. Im gorzej by to wygladalo tym masz wieksze szanse na przezycie.

I jaki ma sens teraz teoria, ze rozmiar nie ma znaczenia ? ;)

 

 

 

no pewnie :) mala stluczka... licze na wieksza (tym razem bez pelnego auta pasazerow, za ktorych sie odpowiada). Wtedy napisze lepszego posta ;)

 

PS. Zboczenie zawodowe PS... ups?