Pazdziernik 2008
Calkowity przestuj w pstrykaniu fot.
Text napisany w czasie, gdy sie za duzo mysli a za malo widzi i dziala.
PRZEBUDZENIE
Mgla stawala sie coraz bardziej przezroczysta... coraz wiecej bylo widac przez rozchylone minimalnie powieki oczu. Wraz z rozszerzajacymi sie zrenicami wzmagal sie bol w okolicy prawej polkuli glowy. Zazwyczaj mial taki bol nazajutrz po drinkowaniu. Tym razem bylo inaczej. Zawsze budzil sie sam przeklinajac fakt, ze zaczyna powracac do rzeczywistosci w takich wlasnie okolicznosciach. Tym razem bylo inaczej. Dobrze pamieta caly wczorajszy dzien: spokojny ranek, dosyc normalne popoludnie, zapowiadajacy sie mile wieczor... i ciemna noc trwajaca az do pierwszej nad ranem - do czasu az postanowil skonczyc ten troche przydlugawy dzien.
Otwieracac szeroko oczy zaczal przyzwyczajac sie do mroku panujacego w pokoju. Niesamowite cieplo przeszylo jego cialo widzac spiaca obok Kobiete. Zawsze wygladala przepieknie, teraz, przy tym mroku jej rysy byly wyrazniejsze, przy tym podkreslaly wymownie jej lekko zadarty nosek, wielkie oczy, przepiekne pelne usta i zgrabna szyje.
Zawsze chcial sie tak budzic mogac wtulic sie w cieplo kobiecego ciala, prawie zawsze sie tak budzil. Teraz, gdy u jego boku lezalo uosobienie jego marzen tak fizycznych jak i mentalnych, zaczal analizowac w myslach wczorajszy dzien, potem dzien poprzedni, tydzien, miesiac... cofnal sie tylko trzy miesiace... za z doskonale tkwiacymi w pamieci detalami tych trzech miesiecy.
Doskonale znal zasady rzadzace sie sprawami miedzy kobieta a mezczyzna. Wiedzial, ze to jest kwestia akceptacji wzajemnej obojga. Na ile kazdy jest inny, kazdy ma swoje zejscia od wyimaginowanego obrazu tak i kazdy ma tez swoje granice w akceptacji tego wszystkiego z czym ma do czynienia tak w stosunku do swiata zewnetrznego jak i realiow wlasnego zwiazku. Pomimo jednak zapewnienia samego siebie o swej nieomylnosci (dziwna swiadomosc glebokiego przekonania o wlasnej racji i zarazem wielkiego zwatpienia w te racje) zaczal odczuwac ogromny strach wizji swoich glupot i pomylek. Powtarzajac sobie, ze nie mozna popelnic drugi raz tego samego bledu bo trzeciej szansy juz na pewnonie bedzie, przeszyla go swiadomosc, ze wlasnie idzie piekna i prosta droga do wykonania znajomego scenariusza z przeszlosci. Przypomniawszy sobie swoj okresu w zyciu kiedy wszystko samo sie ukladalo mniej albo bardziej po jego mysli, kiedy to nie zastanawial sie dlaczego tak a nie inaczej sie dzieje, kiedy widzial jak ludzie sie rozchodza i zchodza znowu w inne zwiazki zasmial sie w duchu. "Dlaczego teraz zaczynam sie zastanawiac? Dlaczego probuje zrozumiec, wyjasnic, zaszufladkowac i znalezc racjonalne wytlumaczenie albo rozwiazanie danej konkretnej sytuacji tak ze swiata zewnetrznego jak i spraw osobistych? Dlaczego wczesniej nie myslalem, patrzylem i bylem cholernie szczesliwy z teogo powodu?". Nie mial odpowiedzi na te pytania. Poczul nagle malutkie swiatelko w tunelu. Tak wlasnie poczul a nie zobaczyl. To swiatelko ukoilo troche bol tysiecy pytan oskarzajacych go o popelnianie tych samych bledy i wytykajacych te same pomylki... Znalazl rozwiazanie. Wlasnie w tej mysli poczul sie lepiej. To proste, musi znowu byc taki jak kiedys: nic nie planowac, stac z boku, przypatrywac sie temu zyciu, ktore samo sie uklada albo nie uklada, tak zyciu swojemu jak i innych. Po prostu trzeba to przetrzymac, byc obojetnym tak mocno jak sie tylko da i schowac gleboko tkwiaca zawsze w jego postawie mysl, ze "bedzie dobrze". Nie bedzie. A jak juz to na krotka mete. Moze dluzej, moze krocej.... moze jednak dluzej.... fuck, znowu to pozytywne pelne nadziei myslenie.... Czlowieku - przestan tak myslec bo kiedys sie nie pozbierasz zaplatawszy sie w swoje przekonanie, ze w koncu wszystko sie dobrze konczy. Nie dosiegniesz ostatniego szczebelka drabiny ku wyjsciu z glebokiej studni realnosci zycia... ostatni szczebelek sie zlamie i polecisz w dol z okrzykiem na buzi: DLACZEGO!!!!?????
Zwatpienie to kolejny filar, ktory zawala ten swiat. Kiedys, gdy nie myslal, nie watpil. Bo nie bylo w co watpic. Pozycja obserwatora jest wygodna, malo wymagajaca i nawet przyjemna: ot poczucie bycia Bozkiem, ktory moze miec oko na wszystko z bezpiecznej odleglosci.... Gdy przychodzi do odegrania jakas rola w obserwowanym dotychcas teatrzyku - sytuacja sie zmienia. Trzeba podejmowac decyzje, grac, pracowac glowa i zagrzebywac sie coraz glebiej w system zaleznosci splatajacych ten swiat. Widzac ta cala skomplikowana pajeczyne upleciona dookola niego wlasnie pojawia sie cos, co w prosty sposob prowadzi go do checi zatrzymania sie, odrzucenia wszystkiego i oddania sie pozycji biernego obserwatora... Tym czyms jest ZWATPIENIE. ZWATPIENIE to pierwszy element burzacy wszystko, co sie dotychczas budowalo. I nie wazne na jakim etapie sie pojawia bo za kazdym razem czyni ogromne zniszczenie...
Wstal, nastawil wode w czajniku na poranna kawe. Trzeba znowu zasiasc do gry, ktora sie "zyciem" zwie.